środa, 18 czerwca 2014

Tarta limonkowa


Stało się! Kupiłam pierwszą książkę kucharską... Broniłam się przed tym rękoma i nogami - chyba dlatego, że jestem w pewnym sensie "zosią samosią" i zawsze wolę sama dojść do pewnych smaków i przepisów niż dostać je na tacy. Ale cóż - Bóg dał mi pasje, ale nie dał talentu ;) bez pomocy nie doszłabym do pewnych umiejętności. 


Moim (chyba największym) autorytetem w kuchni był i będzie mój tata - absolutny mistrz łączenia smaków i tworzenia potraw, które powodują dreszcze. Wmawiam sobie, że skoro w moich żyłach płynie Jego krew, to może ten kulinarny talent chociaż w minimalnym stopniu we mnie drzemie, wystarczy go obudzić. 

Nie wiedziałam od czego zacząć. Z tatą widzę się rzadko, więc na prywatne lekcje gotowania nie mam co liczyć. Padło na książkę kucharską. Ale którą wybrać ? W księgarniach trafiłam na dziesiątki "super-ekstra-hiper-boskich" książek kucharskich - jedna lepsza od drugiej. Ale żadna mnie nie przekonywała. Dlaczego? Bo przepisy były ZBYT wyszukane. Nazwy potraw przedziwne, produkty trudno dostępne... Zadawałam sobie pytanie - "Dla kogo są te książki?!", bo na pewno nie dla początkujących w kuchni.... 

Na szczęście trafiłam na książkę, która w cudowny sposób połączyła trzy najprzyjemniejsze dla mnie rzeczy - dobry film, dobrą kuchnię i blogowanie!



"Kuchnia filmowa" Pauliny Wnuk to moja IDEALNA książka kucharska. Paulina jest blogerką kulinarną i stworzyła książkę z przepisami na potrawy, które pojawiły się w filmach i serialach. Moja buzia mocno zacieszała, kiedy przeglądałam książkę w sklepie - wiedziałam, że muszę ją kupić! I tak też się stało. Teraz mogę stworzyć Cosmopolitan - drinka, którego nałogowo popijała Carrie w serialu "Seks w wielkim mieście", upiec sernik nowojorski, który wcinali bohaterowie serialu "Przyjaciele", czy ugotować zupę porową, którą jadła bohaterka mojego ulubionego filmu - "Dziennik Bridget Jones". Czy może być lepsza książka kucharska dla miłośniczki dobrego jedzenia i dobrego filmu? I don't think so!


Ale do rzeczy - postanowiłam przetestować przepisy z tej książki i sprawdzić, czy są tak proste w wykonaniu, jak się wydaje. Zaczęłam od przepisu, który uznałam za idealny na letnie, upalne dni - tarta limonkowa, której inspiracja pochodzi z serialu "Dexter".


Muszę przyznać, że efekt przeszedł moje oczekiwania, a smak tarty jest niesamowity - orzeźwiający, słodki i kwaśny jednocześnie - I love it!



Co potrzebujemy?

Tortownica
4 limonki
250 g serka mascarpone
100 ml śmietanki kremówki
100 g cukru pudru
2 łyżeczki żelatyny
80 ml gorącej wody do rozpuszczenia żelatyny
250 g herbatników
100g masła




Co robimy ?


Limonki należy sparzyć, a następnie zetrzeć ich skórkę i wycisnąć sok. Masło i pokruszone herbatniki miksujemy, aż uzyskamy jednolitą masę, którą wykładamy na tortownicę. Ugniecioną masę w tortownicy wkładamy do lodówki na 30 minut. W tym czasie tworzymy główną część naszej tarty. Ubijamy śmietankę i dodajemy do niej serek mascarpone, sok z limonki, startą skórkę i cukier puder. Wszystko dokładnie blendujemy (lub dokładnie mieszamy, jeśli macie siłę w rączkach). Żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie i odstawiamy na chwilkę, by nieco ostygła. Następnie dodajemy ją do naszej zmiksowanej masy i dokładnie wszystko mieszamy. Na spód maślano-herbatnikowy wylewamy naszą masę i wkładamy tartę do lodówki na co najmniej 2 godziny. 
Done!




Kiedy pierwsza blacha tarty "zniknęła", stwierdziłam, że fajną opcją byłaby możliwość noszenia "tarty" ze sobą do pracy, czy na piknik. W pierwotnej wersji byłoby to trudne - łatwo połamać kawałki ciasta i trudno je zapakować, żeby górna warstwa się nie "rozpaćkała" o pojemnik podczas transportu. Dlatego postanowiłam wykorzystać do tego... SŁOIKI. 


Ostatnio dość modne jest picie ze słoików, czy wykorzystywanie ich do przechowywania różnych rzeczy. Ja również postanowiłam dać im szansę i zrobić z nich użytek.

Przepis pozostaje bez zmian, jednak w zależności od wielkości słoików, wyjdzie Wam ich różna ilość. Ja zdecydowałam się wypełnić słoiki prawie po samo wieczko - masy starczyło na 3 słoiki. 

I tu zaczyna się zabawa. Słoiki możemy udekorować, przewiązać tasiemką, pokolorować, czy dodać do naszej tarty jakieś bonusowe pyszności. Zdecydowałam się na 3 wersje - pierwsza jest klasyczna, bez dodatków, do drugiej dodałam pokruszone ciastka z czekoladą, do trzeciej pyszne, soczyste kiwi. 





 Taki słoik możemy z powodzeniem zabrać ze sobą do pracy, czy szkoły i mamy pewność, że tarta nie ulegnie zniszczeniu. Dodatkowo możemy ulepszyć zawartość słoika tym, co tylko wpadnie nam do głowy - polewa czekoladowa, pianki, owoce, czy bita śmietana. Mmmm... pycha!



Myślę, że przepis jest banalnie prosty i jestem pewna, że tarta po prostu nie może się nie udać! Polecam na gorące dni - orzeźwi i zaskoczy smakiem. Ja swoją już zjadłam ;) Szykuję się do realizacji kolejnych przepisów z tej cudnej książki - Stay tuned! :)


10 komentarzy:

  1. Chyba wybierzemy jaką wersję tarty limonkowej, wspaniale wygląda, aż chce się spróbować :)
    http://czekajacnanatchnienie.blogspot.com/ :)
    Agnes z Czekając na natchnienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakuje jeszcze lepiej niż wygląda:D

      Usuń
  2. Pomysł z tą na wynos bardzo mi się spodobał ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) Dzięki za odwiedziny na naszym blogu :)

      Usuń
  3. Ta tarta na wynos jest mega! :) Bardzo podoba mi się u Ciebie, zdjęcia mają taki super klimat, na pewno będę wpadać częściej ;)
    Pozdrawiam.

    http://voanni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Bardzo mi miło czytać tak pozytywne słowa:) Oczywiście zapraszamy i pozdrawiamy:)

      Usuń
  4. Nigdy nie wpadłabym na pomysł, żeby zrobić tartę na wynos w słoiku :D super pomysł! Na pewno wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł tak prosty, że aż oczywisty, a nigdy nie pomyślałam o tym, że słoik może być tak pomocny :) Taki "hipsterski" pojemnik na przekąskę :D

      Usuń
  5. jejuś jak to wygląda <33333

    zapraszam do mnie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo, że do nas wpadłaś:)

      Usuń