W
roli głównej: Naked3 od Urban Decay. Znana,
lubiana, ale też znienawidzona paleta cieni do powiek. Obiekt
westchnień makijażo-maniaczek, który testowałam ponad 3 miesiące
i myślę, że jestem w stanie wydać rzetelną opinię na jego
temat. A nie będzie ona tak cukierkowa, jak myślałam...
Zacznijmy
od tego, że ta recenzja nie będzie miała
na celu namawiać kogokolwiek do zakupu tej palety. Mówię to już
na wstępie, ponieważ ostatnio napotykałam na swojej blogowej
drodze wiele recenzji (nie tylko Naked3), które były absolutnie
pozbawione rzetelności, spójności i jakiejkolwiek wiedzy o
recenzowanym produkcie, a skupiały się na NAMAWIANIU do zakupu
(zapewne wynikało to z chęci bycia "fajnym", z zawartych
umów ze sklepami sprzedającymi te produkty itp.).
Tak
czy siak... Bohaterem tego posta jest DOBRA (nie genialna,
fantastyczna, super) paleta Naked3.
Co
skłoniło mnie do zakupu tej palety?
Na
pewno recenzje innych blogerek i vlogerek oraz otoczka medialna
skupiona wokół tego kosmetyku. Nie ukrywam, że sama nie zakupiłam
tej palety - dostałam ją w prezencie. Oczywiście fakt, że o
palecie mówiło się (i wciąż mówi) w samych superlatywach, spowodował, że byłam
przekonana, że przez najbliższe miesiące nie tknę żadnej innej
palety... niestety pomyliłam się.
Skupmy
się jednak na sprawach czysto technicznych.
Paleta
składa się z 12 cieni w barwach różu, beżu, brązu i fioletu. 3
cienie są całkowicie matowe, a reszta waha się między satyną z
drobinkami, a dość mocnym choć subtelnym brokatem.
![]() |
Kilka swatchy cieni - dwa pierwsze to moje ulubione |
Każdy
cień występuje pod konkretną nazwą i jest jedyny w swoim rodzaju
- w palecie nie ma cieni, które się powielają.
Nie
ukrywam, że mam w tej palecie trzy ulubione cienie, których używam
dość często i które zasługują na większą uwagę.
Są
to:
- Nooner -
(7 cień od lewej) piękny matowy cień, który genialne podkreśla
załamanie górnej powieki,
- Darkside -
(przedostatni cień od lewej) cudowny zimny brąz, który bardzo
dobrze blenduje się z innymi cieniami i pięknie tworzy dzienne
smokey eyes,
- Blackheart -
(ostatni cień) ciemna, głęboka śliwka/fiolet z brokatowymi
drobinkami, które ślicznie mienią się i pięknie podkreślają
zieloną tęczówkę.
Te
trzy cienie absolutnie nie zawiodły moich oczekiwań - są trwałe,
miękkie, mocno napigmentowane i przede wszystkim łatwe w użyciu
oraz wyjątkowe w swej barwie. Używam ich często i są jedyne w
całej palecie, o których stan się martwię - oby się nie
skończyły! :)
Co
do pozostałych 9 cieni... Moim zdaniem są przeciętne. Pigmentacja
pozostawia wiele do życzenia, szczególnie najjaśniejsze brokatowe
cienie wymagają sporego wysiłku, by w jakikolwiek satysfakcjonujący
sposób zabarwiły powiekę. Kiedy patrzy się na te odcienie z
bliska, można się w nich zakochać. Barwy są naprawdę cudowne...
ale czar pryska kiedy próbujemy ten odcień przenieść na powiekę.
Próbowałam dokonać tego z wieloma bazami i korektorami - na
marne.
Największe
rozczarowanie padło na pierwszy i najjaśniejszy cień w całej
palecie - bazowy jasny beż. Jego aplikacja to horror - dosłownie.
Dawałam mu wiele szans, ale za każdym razem sięgałam po bazowy
cień z Inglota, by naprawił to, czego nie potrafił zrobić cień z
Naked3. Bardzo delikatnie zabarwia powiekę, pozostawia wręcz smugę
koloru, mimo wielokrotnej aplikacji. Nie potrafił współpracować z
żadną bazą i niestety zawiódł moje oczekiwania. Drugim
największym rozczarowaniem jest prześliczny cień o nazwie Buzz -
(5 od prawej). Zapowiadał się jako idealnie rozświetlający
dzienny makijaż. No cóż... sypie się przeokrutnie i praktycznie w
ogóle nie pozostawia pigmentu na skórze.
Problemem
większości cieni Naked3 jest przeciętna pigmentacja. Produkt, za
który płacimy ok. 200 zł powinien gwarantować nam, że cienie
będą najlepszej jakości. Dla mnie cienie te są naprawdę nijakie.
Kilka perełek na pewno pozostanie ze mną na długo, natomiast
reszta odcieni chyba zniknie w otchłani toaletki. Nie wiem dlaczego
podczas aplikacji większość cienia pozostaje na pędzlu i znika w
kontakcie z powieką - próbowałam wielu pędzli (tych lepszych i
tych gorszych), ale efekt był identyczny.
Plusem
palety na pewno jest jej opakowanie - trwałe i mocne, a
do tego po prostu ładne i estetyczne. Dodatkowo gama kolorystyczna
jest mocno przemyślana i faktycznie unikatowa. Dodatkowo do palety
dołączony jest dwustronny pędzelek, który
według mnie nadaje się jedynie do aplikacji cienia, ale o
rozcieraniu, czy blendowaniu nie mamy co marzyć ;)
Pędzelek
ten wykorzystuję najczęściej do aplikacji cieni na mokro, albo w
sytuacji w której potrzebuję jedynie nałożyć cień na powiekę,
a rozcieram go innym pędzlem. Nie mogę skrytykować go na całej
linii, ponieważ aplikacja cieni przy jego użytku jest faktycznie
łatwa, a dodatkowo pędzel jest po prostu ładny (ale to moja
subiektywna ocena).
Chcąc
podsumować recenzję muszę przyznać, że mimo tak wielu
pozytywnych opinii na temat Naked3, które pojawiają się w
internecie, nie stałam się jej fanką. Na pewno kilka cieni
zasługuje na uwagę i pochwałę, jednak to zdecydowanie za mało
plusów, jak na kosmetyk wart 200 zł. Zdecydowanie lepiej wypadają
tu cienie z Inglota, Sleeka, czy MAC'a. Dodatkowo, nie mogę oprzeć
się wrażeniu, że paleta jest najzwyczajniej w świecie
przereklamowana. Zachwyt nad pigmentacją cieni jest absolutnie
bezpodstawny i nie wiem skąd w internecie tak wiele pozytywnych
opinii na temat tej NAPRAWDĘ PRZECIĘTNEJ palety.
Gdybym
miała doradzać komukolwiek, to uznałabym, że paleta ta spodoba
się tym dziewczynom, które lubią słabo napigmentowane cienie -
delikatnie barwiące, którymi nikt nie zrobi sobie krzywdy. Jedynie
trzy cienie, o których wspomniałam na początku posta, są godne
uwagi, a ich pigmentacja jest naprawdę zadowalająca. Jeśli jednak
szukasz palety, w której każdy cień będzie zachwycał, to na
pewno nie znajdziesz tego w Naked3.
Osobiście,
na pewno powrócę do Naked3 jeszcze nie raz - chociażby dla tych
pięknych trzech cieni, albo w sytuacji, kiedy będę tworzyła
delikatny i subtelny makijaż. Ne skreślam jej.
Może
któregoś dnia trafię na bazę, która idealnie zgra się z
pigmentacją tych cieni i zakocham się w nich, tak jak większość
blogerek w internecie ?
Xoxo,
Martyna
P.S.
Recenzja ta nie miała na celu obrażenia kogokolwiek, czy podważania
opinii innych użytkowniczek tej palety. Jestem w stanie zrozumieć,
że paleta może znaleźć swoich fanów, jednak ja nigdy do tego
grona nie dołączę. Zdecydowanie uważam, że lepiej zainwestować
te pieniążki w cienie z Inglota, niż marnować je na paletę,
która moim zdaniem nie spełnia w 100% moich oczekiwań.
Na http://www.modoweinspiracje.pl/kosmetyki/ ostatnio czytałam, że będzie nowa paleta cieni Naked. :) Już nie mogę sie doczekać, kolory wydają się super, ale na polską premierę trzeba będzie poczkeać.
OdpowiedzUsuńKupiłam kilka dni temu i cóż muszę przyznać Autorce całkowitą rację, nie tego się spodziewałam za paletkę za 219zl, nigdy nie kupię palety tej firmy.
OdpowiedzUsuń