wtorek, 7 kwietnia 2015

Paleta Naked 3 Urban Decay - recenzja i subiektywna ocena


W roli głównej: Naked3 od Urban Decay. Znana, lubiana, ale też znienawidzona paleta cieni do powiek. Obiekt westchnień makijażo-maniaczek, który testowałam ponad 3 miesiące i myślę, że jestem w stanie wydać rzetelną opinię na jego temat. A nie będzie ona tak cukierkowa, jak myślałam...




Zacznijmy od tego, że ta recenzja nie będzie miała na celu namawiać kogokolwiek do zakupu tej palety. Mówię to już na wstępie, ponieważ ostatnio napotykałam na swojej blogowej drodze wiele recenzji (nie tylko Naked3), które były absolutnie pozbawione rzetelności, spójności i jakiejkolwiek wiedzy o recenzowanym produkcie, a skupiały się na NAMAWIANIU do zakupu (zapewne wynikało to z chęci bycia "fajnym", z zawartych umów ze sklepami sprzedającymi te produkty itp.). 

Tak czy siak... Bohaterem tego posta jest DOBRA (nie genialna, fantastyczna, super) paleta Naked3.




Co skłoniło mnie do zakupu tej palety?

Na pewno recenzje innych blogerek i vlogerek oraz otoczka medialna skupiona wokół tego kosmetyku. Nie ukrywam, że sama nie zakupiłam tej palety - dostałam ją w prezencie. Oczywiście fakt, że o palecie mówiło się (i wciąż mówi) w samych superlatywach, spowodował, że byłam przekonana, że przez najbliższe miesiące nie tknę żadnej innej palety... niestety pomyliłam się.

Skupmy się jednak na sprawach czysto technicznych.




Paleta składa się z 12 cieni w barwach różu, beżu, brązu i fioletu. 3 cienie są całkowicie matowe, a reszta waha się między satyną z drobinkami, a dość mocnym choć subtelnym brokatem. 

Kilka swatchy cieni - dwa pierwsze to moje ulubione

Każdy cień występuje pod konkretną nazwą i jest jedyny w swoim rodzaju - w palecie nie ma cieni, które się powielają.

Nie ukrywam, że mam w tej palecie trzy ulubione cienie, których używam dość często i które zasługują na większą uwagę. 
Są to:
Nooner - (7 cień od lewej) piękny matowy cień, który genialne podkreśla załamanie górnej powieki,
Darkside - (przedostatni cień od lewej) cudowny zimny brąz, który bardzo dobrze blenduje się z innymi cieniami i pięknie tworzy dzienne smokey eyes,
Blackheart - (ostatni cień) ciemna, głęboka śliwka/fiolet z brokatowymi drobinkami, które ślicznie mienią się i pięknie podkreślają zieloną tęczówkę. 

Te trzy cienie absolutnie nie zawiodły moich oczekiwań - są trwałe, miękkie, mocno napigmentowane i przede wszystkim łatwe w użyciu oraz wyjątkowe w swej barwie. Używam ich często i są jedyne  w całej palecie, o których stan się martwię - oby się nie skończyły! :) 




Co do pozostałych 9 cieni... Moim zdaniem są przeciętne. Pigmentacja pozostawia wiele do życzenia, szczególnie najjaśniejsze brokatowe cienie wymagają sporego wysiłku, by w jakikolwiek satysfakcjonujący sposób zabarwiły powiekę. Kiedy patrzy się na te odcienie z bliska, można się w nich zakochać. Barwy są naprawdę cudowne... ale czar pryska kiedy próbujemy ten odcień przenieść na powiekę. Próbowałam dokonać tego z wieloma bazami i korektorami - na marne. 

Największe rozczarowanie padło na pierwszy i najjaśniejszy cień w całej palecie - bazowy jasny beż. Jego aplikacja to horror - dosłownie. Dawałam mu wiele szans, ale za każdym razem sięgałam po bazowy cień z Inglota, by naprawił to, czego nie potrafił zrobić cień z Naked3. Bardzo delikatnie zabarwia powiekę, pozostawia wręcz smugę koloru, mimo wielokrotnej aplikacji. Nie potrafił współpracować z żadną bazą i niestety zawiódł moje oczekiwania. Drugim największym rozczarowaniem jest prześliczny cień o nazwie Buzz - (5 od prawej). Zapowiadał się jako idealnie rozświetlający dzienny makijaż. No cóż... sypie się przeokrutnie i praktycznie w ogóle nie pozostawia pigmentu na skórze. 




Problemem większości cieni Naked3 jest przeciętna pigmentacja. Produkt, za który płacimy ok. 200 zł powinien gwarantować nam, że cienie będą najlepszej jakości. Dla mnie cienie te są naprawdę nijakie. Kilka perełek na pewno pozostanie ze mną na długo, natomiast reszta odcieni chyba zniknie w otchłani toaletki. Nie wiem dlaczego podczas aplikacji większość cienia pozostaje na pędzlu i znika w kontakcie z powieką - próbowałam wielu pędzli (tych lepszych i tych gorszych), ale efekt był identyczny. 



Plusem palety na pewno jest jej opakowanie - trwałe i mocne, a do tego po prostu ładne i estetyczne. Dodatkowo gama kolorystyczna jest mocno przemyślana i faktycznie unikatowa. Dodatkowo do palety dołączony jest dwustronny pędzelek, który według mnie nadaje się jedynie do aplikacji cienia, ale o rozcieraniu, czy blendowaniu nie mamy co marzyć ;)  



Pędzelek ten wykorzystuję najczęściej do aplikacji cieni na mokro, albo w sytuacji w której potrzebuję jedynie nałożyć cień na powiekę, a rozcieram go innym pędzlem. Nie mogę skrytykować go na całej linii, ponieważ aplikacja cieni przy jego użytku jest faktycznie łatwa, a dodatkowo pędzel jest po prostu ładny (ale to moja subiektywna ocena). 





Chcąc podsumować recenzję muszę przyznać, że mimo tak wielu pozytywnych opinii na temat Naked3, które pojawiają się w internecie, nie stałam się jej fanką. Na pewno kilka cieni zasługuje na uwagę i pochwałę, jednak to zdecydowanie za mało plusów, jak na kosmetyk wart 200 zł. Zdecydowanie lepiej wypadają tu cienie z Inglota, Sleeka, czy MAC'a. Dodatkowo, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że paleta jest najzwyczajniej w świecie przereklamowana. Zachwyt nad pigmentacją cieni jest absolutnie bezpodstawny i nie wiem skąd w internecie tak wiele pozytywnych opinii na temat tej NAPRAWDĘ PRZECIĘTNEJ palety. 


Gdybym miała doradzać komukolwiek, to uznałabym, że paleta ta spodoba się tym dziewczynom, które lubią słabo napigmentowane cienie - delikatnie barwiące, którymi nikt nie zrobi sobie krzywdy. Jedynie trzy cienie, o których wspomniałam na początku posta, są godne uwagi, a ich pigmentacja jest naprawdę zadowalająca. Jeśli jednak szukasz palety, w której każdy cień będzie zachwycał, to na pewno nie znajdziesz tego w Naked3. 

Osobiście, na pewno powrócę do Naked3 jeszcze nie raz - chociażby dla tych pięknych trzech cieni, albo w sytuacji, kiedy będę tworzyła delikatny i subtelny makijaż. Ne skreślam jej. 
Może któregoś dnia trafię na bazę, która idealnie zgra się z pigmentacją tych cieni i zakocham się w nich, tak jak większość blogerek w internecie ?



Xoxo,
Martyna



P.S. Recenzja ta nie miała na celu obrażenia kogokolwiek, czy podważania opinii innych użytkowniczek tej palety. Jestem w stanie zrozumieć, że paleta może znaleźć swoich fanów, jednak ja nigdy do tego grona nie dołączę. Zdecydowanie uważam, że lepiej zainwestować te pieniążki w cienie z Inglota, niż marnować je na paletę, która moim zdaniem nie spełnia  w 100% moich oczekiwań.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz