niedziela, 6 kwietnia 2014

O OLEJU KOKOSOWYM SŁÓW KILKA



Bohaterem dzisiejszego posta będzie cudotwórca, bo tak śmiało mogę nazwać zawartość widocznego wyżej opakowania. O jego dobroczynnym działaniu i wszystkich właściwościach pisano i wciąż pisze się bardzo wiele. U mnie na stałe dołączył do pielęgnacyjnych rytuałów.






Olej kokosowy może być używany w dwóch formach przed i po procesie rafinowania kilk. Po tym ‘zabiegu’ traci nieco na swojej wartości, ale nie na tyle, żeby móc powiedzieć, że nie działa tak jak natura przykazała J

Olej rafinowany jest już masłem bezzapachowym, dlatego też podkreśla się, że w kuchni sprawdza się rewelacyjnie do smażenia i pieczenia, nie zmieniając smaku danej potrawy. 



Olejowanie włosów

O rewelacyjnym działaniu oleju kokosowego przekonały się moje włosy. Cyklicznie, raz w tygodniu przy wykorzystaniu naszego cudotwórcy, wykonuje masaż skalpu, rozsmarowując przy tym olej na całej długości włosów.


Masaż skalpu krok po kroku:
  1. Od przodu (skroni), do tyłu (do karku) ruchem jednostajnym, wmasowuję olej otwartymi dłońmi.
  2. Zygzaki – (od ucha w stronę czubka głowy) otwarte dłonie ułożone naprzeciwko siebie splatające się na środku.
  3. Powtarzam punkt pierwszy, ale z głową do góry nogami, zaczynając wtedy od karku, a kończąc na skroni.
  4. Dokładnie wsmarowuję olej w końcówki.

Tak naolejowane włosy, związane w kok/warkocz, zostawiam na kilka godzin lub na całą noc (w tym wypadku wskazana jest 'jednorazowa' poszewka, która rano automatycznie wyląduje w praniu), a po umyciu staje się właścicielką włosów nawilżonych, błyszczących i mięsistych (jeśli wiecie o co mi chodzi J). Oczywiście takiego efektu nie uzyskamy już po pierwszym razie. Musimy być systematyczne i cierpliwie czekać, aż nasze włosy same nam się odwdzięczą. 



Peeling DIY



Na dobre zrezygnowałam z peelingów kupowanych w drogerii, staram się też nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy na te naturalne i gotowe do kupienia, kiedy w domu mam pod ręką wszystkie dostępne składniki.

Do jego przygotowania potrzebuje oleju kokosowego i kawy (którą zdobywam, po jej wcześniejszym parzeniu w kawiarce). Efekt jest niesamowity. Bardzo dobrze ściera, nawilża, a kawa poniekąd dodatkowo ma być skutecznym pomocnikiem w walce z cellulitem. Skóra jest gładka i miękka, zatem balsamowanie możemy sobie odpuścić. 

Balsam


Mówiąc jednak o balsamowaniu, nie mogę nie wspomnieć, że olej sam w sobie, bez żadnych dodatków, można śmiało stosować jako oliwkę do ciała, bo zdecydowanie zaliczyłabym go do tej kategorii 'nawilżaczy'. Efekt jest podobny, musimy nieco poczekać na wchłonięcie się tłustej powłoki, którą tworzy. Jedynym minusem, który niekoniecznie musi być jego wadą jest to, że nie ma zapachu. Zatem przyjemność balsamowania się wraz z pięknym, nierzadko apetycznym zapachem w tym wypadku odpada. Inaczej jest w wersji nierafinowanej, której zakup mnie kusi, a powstrzymuje to, że niestety jest znacznie droższa. Tam aromat kokos jest zdecydowanie wyczuwalny. 

Na koniec dodam, że swój olej kokosowy firmy KTC kupiłam w którymś z hipermarketów. Zapłaciłam ok. 14 pln za 5ooml - cena za pojemność na ogromny plus.

 Piszcie jakie są wasze sprawdzone propozycje na wykorzystanie tego kokosowego cuda.



pzdr,


Karola

1 komentarz:

  1. Ja właśnie zapisałam Olej na liście zakupowej! koniecznie muszę spróbować, podzielę się wrażeniami :)

    OdpowiedzUsuń