niedziela, 6 kwietnia 2014

Pojedynek pomadek w kredce

 

Sama nie wiem kiedy moja kosmetyczka została zaatakowana przez nowy „gang” – pomadki w kredce, ale ostatnio zauważyłam , że coraz częściej sięgam tylko po nie, a wszelkie błyszczyki, czy klasyczne szminki poszły w odstawkę







Dlaczego?

Po pierwsze – pomadki w kredce są bardzo poręczne.
Po drugie – łączą w sobie balsam i szminkę więc załatwiam pielęgnację i próbę udoskonalenia wyglądu moich ust jednym produktem.
Po trzecie – moim zdaniem są bardzo precyzyjne, więc nie potrzebuję pędzelka do ust żeby nałożyć produkt równo ( nie można zrobić sobie nimi makijażowej krzywdy );)

 

Myślę, że jeśli jesteście fankami makijażu, to natknęłyście się na produkty, o których mowa, ponieważ coraz więcej firm kosmetycznych wprowadza na rynek swoją wersję pomadki w kredce.

 
Pomadki, na które się skusiłam, których używam (lub używałam) i które chcę porównać to:
  1. Bourjois, Color Boost (Błyszcząca pomadka do ust w kredce) – kolor Plum Russian      (30 zł).

  2. Revlon, Just Bitten Kissable Balm Stain (Pomadka i balsam do ust w jednym) – kolory Randezvou i Honey (50 zł).

  3. Beauty UK Posh Pomadka w kredce – kolor How Nude! (14,90zł).

  4. MUA POWER POUT balsam do ust - kolor RUNWAY (14,90zł).









Bourjois, Color Boost.

Na pierwszy ogień idzie pomadka, która była moją pierwszą pomadką w kredce i którą kupiłam tylko dlatego, że pojawiła się znana wszystkim 40% obniżka cen w Rossmanie - Bourjois, Color Boost.

 


Nigdy nie byłam fanką podkreślania ust – częściej stawiałam na wyraźnie zaznaczone oko, a na ustach lądował zwykły bezbarwny balsam. Jednak, jak to u każdej kobiety, „coś” mi się odmieniło i „zachciało” mi się czegoś do ust w mocnym kolorze. Padło na produkt firmy Bourjois.

Wybrałam kolor – Russian Plum – piękne bordo. Produkt kupowałam zimą, więc kolor pasował idealnie.

MOJA OPINIA:

Pomadkę nakłada się łatwo, bo konsystencja jest delikatnie kremowa. Od razu po nałożeniu wyraźnie widoczny jest efekt tafli na ustach – produkt niesamowicie odbija światło, powodując, że usta w piękny sposób się błyszczą , a kolor jest soczysty i mocno napigmentowany. Dodatkowo możemy stopniować intensywność koloru – od delikatnej barwy (1 warstwa), po mocne zaznaczenie ust (2-3 warstwy).



Efekt od razu po nałożeniu pomadki.
Efekt po godzinie.



Pomadka ma w sobie coś niesamowitego, bo kiedy mam ją na ustach bardzo dużo osób (nawet mężczyzn) pyta – co to takiego? ;) Jest to niewątpliwe zasługa pięknego koloru i blasku, jaki daje pomadka.

Niestety, moim zdaniem, zalety, które opisałam, znikają już po godzinie noszenia pomadki… 

Szczerze? Jestem zawiedziona tym produktem – spodziewałam się długotrwałego efektu, a pomadka znika i „zjada się” już po 30 minutach od jej nałożenia. Mam ciągłą potrzebę poprawiania ust i sprawdzania, czy nie wyglądam głupio. Kolor znika plamami – nierównomiernie i bardzo podkreśla suche skórki. Moje usta niestety wymagają sporej pielęgnacji, ale mimo wcześniejszego nawilżenia pomadka naprawdę mocno wysusza wargi. Jednocześnie „wżera się miejscami w usta i pozostawia po sobie uczucie „ściągniętej skóry” (na powyższych zdjęciach możecie zobaczyć jak pomadka wygląda po godzinie jej noszenia – usta się błyszczą, ale kolor wyraźnie zanika).
  
Obecnie używam jej tylko kiedy wychodzę z domu na max 2-3 godziny (po 3 godzinach muszę nawilżyć usta balsamem, bo odczuwam duży dyskomfort). Nie polecam jej do codziennego użytku, chyba że nie macie problemu z suchymi ustami. 
 
Zwieść może Was początkowy efekt – tak było w moim przypadku.



Revlon, Just Bitten Kissable Balm Stain

Kolejna pomadka – a raczej pomadki, które testowałam  to balsamy firmy Revlon. Jestem w posiadaniu dwóch kolorów – Randezvou (pomarańcz) oraz Honey (nude-owy róż).


Czym mnie zachwyciły ?
  • Kolory – intensywne, ale nie „chamsko” rzucające się w oczy – podkreślają usta subtelnie, ale zauważalnie.
  • Pachną miętą <3
  • Delikatnie się błyszczą na ustach, stwarzając efekt zdrowych ust.
  •   Nie podkreślają suchych skórek.
  •   Można stopniować kolor.
  •  Delikatnie nawilżają
  • Równomiernie znikają/ ścierają się/ „zjadają się” z ust. Nie zostawiają plam koloru, więc nie trzeba się martwić o poprawianie ust.
kolor - Randezvou

kolor - Honey


Co mi przeszkadza w tych pomadkach?

  • Są tępe w dotyku – ich nakładanie w pierwszych ruchach nie jest super przyjemne.
  • Utrzymują się na moich ustach max godzinę
  • Niestety, nie „wpijają” się w usta, przez co wystarczy jeden łyk kawy, albo buziak ukochanego a pomadka znika z ust. Trwałość jest naprawdę licha.
  • Cena – 50 zł za ten produkt to zdecydowanie ZA DUŻO!



Beauty UK Posh Pomadka w kredce

Beauty UK Posh Pomadka w kredce, w kolorze How Nude! to kolejny produkt, który miałam możliwość używać.

  


Pomadka zdecydowanie wypadła najgorzej w porównaniu i zawiodła mnie praktycznie pod każdym względem. Jej jedynymi plusami są cena (niecałe 15 zł) oraz konsystencja – kremowa i miła w dotyku. 

Ale skupmy się na minusach..

Po pierwsze  kolor – róż, który kojarzy mi się z „wczesną Dodą” i naprawdę nie wiem komu będzie pasował..


Po drugie trwałość – licha.. naprawdę kiepska . Aż szkoda gadać.. Produkt już przy nakładaniu tępo podkreśla suche skórki, zabarwia usta nierówno i pozostawia efekt „ciężkości” na ustach. Wystarczy delikatnie przejechać palcem po ustach i pomadka schodzi prawie w całości. 

O kiepskiej trwałości świadczy również fakt, że przy drugim „wykręcaniu” pomadki w celu jej użycia, pomadka po prostu się złamała (w środku!).



Dodatkowo ten okropny sztuczny zapach.. Kojarzy mi się z kosmetykami sprzed 15 lat, kiedy w drogeriach nie było jeszcze tak dużego wyboru kosmetyków jak dziś.
Niestety, nie jestem w stanie zachwalać tej pomadki – jestem zła, że okazała się takim bublem i jestem pewna, że nigdy nie wrócę do tego produktu.




MUA Power Pout

Ostatnim produktem, o którym wspomnę jest mój ABSOLUTNY FAWORYT. Pomadka firmy MUA to moje największe odkrycie ostatnich miesięcy.
 

Pomadka  jako jedyna z wyżej wymienionych zasługuje na nazwę „pomadko-balsam”, bo jej konsystencja jest naprawdę porównywalna z balsamem – jest niesamowicie przyjemna, delikatna, treściwa i gęsta. Jednocześnie nie lepi się i pozostawia przyjemnie aksamitne uczucie na ustach.

Kolor pomadki jest intensywny i soczysty - usta wyglądają zdrowo i przykuwają uwagę.
Sam proces nakładania pomadki jest bardzo przyjemny i mimo intensywności koloru nie potrzebuję lusterka do jej nałożenia– nie da się zrobić nią sobie krzywdy.

Na ustach utrzymuje się naprawdę długo – po 3 godzinach kolor nadal jest widoczny, a usta są nawilżone. Tylko ta pomadka nie wysuszyła moich ust i utrzymuje się na nich w całości dłużej niż godzinę

Dodatkowym plusem jest na pewno cena 14,90zł. 

Pomadka firmy MUA zdecydowanie została moim permanentnym ulubieńcem i na stałe zagości w mojej kosmetyczce (przymierzam się do zakupy innych kolorów).

Pomadki w kredce to niewątpliwie bardzo praktyczny kosmetyk – kwestia znalezienia takiej pomadki, która będzie spełniała nasze oczekiwania. 

Osobiście szukałam pomadki, która jednocześnie nawilży i subtelnie podkreśli moje usta – zadania te spełniła w 100% jedynie pomadka firmy MUA. Daje mi poczucie komfortu i naprawdę zachwyca swoim kolorem. Jestem pewna, że przez okres wiosny i lata nie zniknie z mojej torebki.
 
Zimą powrócę do pomadki Bourjois – jej kolor i blask jaki pozostawia na moich ustach jest na tyle piękny, że jestem w stanie wybaczyć jej krótkotrwałość

Myślę, że powrócę także do pomadek firmy Revlon – kolory, efekt nawilżenia i fakt, że delikatnie, miętowo chłodzą usta są ich dużym plusem.

Jedynie pomadka BeautyUK już zniknęła z mojej kosmetyczki – nie byłam w stanie zaleźć powodu dla którego powinnam ją zatrzymać – zawiodła mnie praktycznie we wszystkim.

Jedno jest pewne – obecnie jestem wielką fanką pomadek w kredce myślę, że długo nie powrócę do klasycznych szminek i błyszczyków.
Rozglądam się już za nowymi produktami. Dajcie znać, które pomadki polecacie, a których powinnam unikać.

XoXo,












4 komentarze:

  1. dostanę gdzieś MUA stacjonarnie czy tylko sklepy internetowe typu mintishop ;>?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co mi wiadomo, marka MUA dopiero będzie "się otwierała" w Polsce, dlatego póki to tylko sklepy internetowe :( ale warto <3

      Usuń
  2. Podpisuję się pod raczej niepochlebną opinią Revlon'owych pomadek-balsamów. Moja siostra ma jedną z nich. Kilka razy pożyczyłam od niej wspomnianą kredkę bo spodobał mi się jej kolor choc nie pamiętam nazwy. Śmiało mogę powiedzieć że nie zachwyca, bardzo szybko znika z ust i u mnie bardzo nierównomiernie się "zjada". Dotąd nie znałam ceny bo siostra kupiła w Londynie i przywiozła ją ze sobą. Aaa jednak ma jeden mały plusik, mianowicie miętowa świeżość i delikatnie "szczypie" w usta. Lubię to uczucie... Oj wyszły dwa plusy, ktore jednak nie sa warte 50 zeta.. Pozdrawiam dziewczyny, świetny blog! Czytam wszystkie wpisy od początku i z utesknieniem czekam na nowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie - 50 zł za małe plusy to bardzo dużo ;)
    Również pozdrawiamy i bardzo nam miło, że do nas zaglądasz :)

    OdpowiedzUsuń